Straż Miejska zamiast karetki pogotowia przyjechała do mężczyzny, który dostał zawału serca i leżał na chodniku. Wszystko dlatego, że zgłaszający poinformował dyspozytora, że mężczyzna oddał mocz i czuć od niego zapach alkoholu.

 
Do zdarzenia doszło we wtorek przy ulicy Sikorskiego 17. 50-letni Piotr S. zasłabł i upadł na chodnik. Świadkowie zaalarmowali numer 112.

– Mąż zgłosił, że na chodniku leży mężczyzna. Poprosił o przysłanie karetki. Zamiast niej po blisko 20 minutach przyjechała straż miejska. Mężczyzna był wówczas reanimowany, a kolejne osoby dzwoniły na pogotowie – relacjonowała mieszkanka ulicy Sikorskiego, która woli pozostać anonimowa.

Reanimacja najpierw przez świadka, a później przez strażaka nie przynosiła skutku. Mężczyzna zaczął sinieć. W końcu na miejsce dotarło pogotowie. Niestety Piotra S. nie udało się uratować. Na miejsce przyjechali policjanci i prokurator. Lekarze stwierdzili że przyczyną śmierci był zawał serca. Prokurator odstąpił więc od wykonania sekcji zwłok.
Dlaczego sprawy tak się potoczyły?

Zgłoszenie do szczecińskiego Centrum Powiadamiania Ratowniczego do którego łączone są osoby dzwoniące pod 112 wpłynęło o godzinie 10:27. Centrum przekazało zgłoszenie straży miejskiej o godzinie 10:32 Komendant Piotr Simiński tłumaczył, że funkcjonariusze pojawili się na miejscu o godzinie 10:40, bo patrol jechał z ulicy Komunalnej oddalonej o ponad 4 km. Strażnicy mieli też wzywać pogotowie. – W danym momencie nie dysponowaliśmy żadną karetką. Wszystkie były zajęte przez pacjentów. Zgłoszenie o zdarzeniu otrzymaliśmy jednak od przypadkowego przechodnia o godzinie 10:38. Żadne inne służby nie informowały nas o takim zdarzeniu. 10 minut później udało się zadysponować karetkę, która przewiozła pacjenta do koszalińskiego szpitala – mówiła Elżbieta Sochanowska, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.
W międzyczasie o 10:46, czyli blisko 20 minut od zgłoszenia na numer alarmowy Centrum Powiadamiania Ratowniczego poprosiło o pomoc straż pożarną, która dysponuje sprzętem do ratowania życia. Strażacy po 5 minutach pojawili się na miejscu i przejęli reanimację. Po chwili pojawiła się również karetka – dokładnie po 25 minutach od zgłoszenia na 112.
Dlaczego jednak Centrum Powiadamiania Ratowniczego wysłało na miejsce straż miejską, a nie pogotowie? O wyjaśnienie poprosiliśmy rzeczniczkę wojewody zachodniopomorskiego pod którego podlega Centrum Powiadamiania Ratowniczego.
– Zgłoszenie nie dotyczyło „nieprzytomnego mężczyzny leżącego na chodniku”, tylko „pijanego mężczyzny” leżącego na chodniku. Zgłaszający poinformował ponadto, że mężczyzna oddał bezwiednie mocz. Zgłaszający stwierdził też że mężczyzna oddycha. Nie było informacji, jakoby leżący był nieprzytomny oraz o jakimkolwiek zagrożeniu życia – tłumaczyła Agnieszka Muchla.

Czy jednak informacja o bezwiednym oddaniu moczu nie powinna dać do zrozumienia dyspozytorowi 112, że mężczyzna wymaga pilnej pomocy medycznej?

Lekarz z Koszalina nie ma wątpliwości

– Natychmiast powinna przyjechać karetka nawet jeśli jest to alkoholik. Nikt nie może stwierdzić czy oddał mocz bo jest pijany, czy ma zawał, czy jest to udar albo padaczka. Przy zawale, czy wylewie mózg może dać impuls do otwarcia zwieracza pęcherza moczowego i następuje bezwiedne oddanie moczu. Przy zawale natychmiast trzeba reanimować, bo po 5-7 minutach następują nieodwracalne zmiany w mózgu powodujące śmierć – tłumaczył Sergiusz Karżanowski.

Do sprawy wrócimy.